Pragnienie objawienia miłości jest jedynym prawdziwym marzeniem każdego człowieka.

Ucieczka od cierpienia

Kiedy budzimy się rano, mamy wiele planów na cały dzień. Próbowaliście kiedyś zaobserwować, ile z tych planów faktycznie realizuje się tak, jak byśmy chcieli? Ile procent z nich przynosi faktycznie tyle radości ile zaplanowaliśmy?

Wiele osób doświadcza stanu, który nazywamy w tym świecie „cierpieniem”. Jest to różnego rodzaju „nieprzyjemne” odczucie, o różnym stopniu intensywności, które pojawia się w nas. Czasami zjawia się niespodziewanie. Czasami już zawczasu wiemy, że nadchodzi. I choć praktycznie każdy człowiek ma doświadczenie związane z tym lub innym jego rodzajem, niewiele osób zastanawia się, czym to odczucie jest w istocie, a jeszcze lepiej – skąd ono się bierze?

I pytanie to wcale nie jest takie oczywiste. Zadałem je sobie dzisiaj rano, oglądając wypowiedź pewnego mężczyzny, który opowiadał jak po kolei tracił wszystkich bliskich i przyjaciół, którzy do tej pory byli wokół niego. Dzielił się on swoimi odczuciami, które jak się domyślacie były wówczas dla niego niemal zwiastunem końca świata. Ale najważniejsze w tej historii jest to, co zdarzyło się na końcu. On sam był zupełnie zaskoczony tym, czego doświadczył.

Spodziewał się najgorszego, a „trzęsienie ziemi” było zaledwie na początku skali jego przewidywań. Tymczasem, jak już ostatnia osoba zniknęła z jego otoczenia, poczuł… wszechogarniający spokój. Następnie z tej ciszy zaczęła wyłaniać się myśl, która rosła w nim przez kilka miesięcy, aż objawiła się w ukształtowanej formie w postaci pytania: Co ja tutaj robię? Jaki jest sens mojego istnienia? Okazało się, że to, co mu się przydarzyło, było najwspanialszym momentem w jego życiu. I wszystko to musiało się zdarzyć, aby mógł zadać sobie to jedno pytanie.

I tu pojawia się miejsce do rozważenia. Przecież jeżeli dalibyśmy człowiekowi możliwość zaplanować swój najbliższy rok życia, z pełną gwarancją realizacji jego planów, to kto umieściłby w takim planie „cierpienie”, „smutek”, „pustkę”? Jeżeli popatrzymy na swój poranek: Kto z nas planuje, że dzisiaj będzie cierpiał? A w takim razie, czy tą drogą „braku cierpienia” bylibyśmy w stanie osiągnąć ten schodek rozwoju, na którym już wszystko jest na swoim miejscu?

I tu dochodzimy do istoty pytania, które zadaliśmy na początku. Jeżeli w niektórych przypadkach jedynie cierpienie daje nam osiągnąć kolejny stopień naszego rozwoju, to powinniśmy być niezmiernie wdzięczni rzeczywistości, że ustawiła nas w takim stanie. A jeżeli człowiek zaczyna realnie cieszyć się tym, że za chwilę znajdzie „wielki skarb”, takie cierpienie przestaje być dla niego czarną dziurą, z której ciężko jest wyjść, a staje się „drogą w nocy”, którą pokonuje on z wewnętrzną ekscytacją – co przyniesie światło poranka.

A jak tego dokonać… To już temat na zupełnie inną rozmowę…

Adam O autorze

"Kto z was nie chciałby rozwinąć świetlistych skrzydeł, by wzlecieć nad ciemnością swojego własnego świata wyobrażeń o prawdzie?"
Mądrości mędrców

%d bloggers like this: