Pragnienie objawienia miłości jest jedynym prawdziwym marzeniem każdego człowieka.

Tak chcę!

Kiedyś zadałem sobie pytanie: Jaki jest mój Stwórca? Czytam, że powstałem na jego obraz i podobieństwo, ale co to w ogóle znaczy? Przecież jeżeli patrzę na swoje słabości i niedoskonałości, to zastanawiam się, jak z czegoś tak wielkiego i wspaniałego mogło powstać coś tak niskiego i marnego?

Istnieje kilka poglądów na temat tego, dlaczego człowiek jest taki niski. Jeden mówi, że Bóg nas stworzył i opuścił, żebyśmy sobie „sami radzili”. Drugi mówi, że Bóg jest tak surowy, że z tego powodu istnieje na ziemi całe to zło, które odczuwamy swoimi zmysłami. Inni mówią, że Boga nigdy nie było, a to co się dzieje wokół nas jest tylko igraszką, a samo pojęcie Stworzyciela jest to „twór ludzkich umysłów oparty na nadziei”.

Pytanie to ludzie zadawali sobie od wieków, a odpowiedź ciągle wymykała się między palcami. Po tylu latach badań, sporów, ewangelizacji, krucjat i innych metod mających na celu przekonanie drugiej frakcji do „naszego” poglądu wiemy tylko jedno – żadna z tych metod się nie sprawdza. Owszem, jesteśmy w stanie zmusić kogoś, żeby chodził do kościoła, przez wychowanie oraz system kar i nagród możemy go wychować, żeby zachowywał się zgodnie z kanonem danej religii. Wszystko to jednak jest tylko fasada. Gdyż nie można zmusić człowieka do poznania niczego, jeżeli on tego nie chce.

To „chcę” jest podstawowym warunkiem każdego procesu, dopiero wtedy zaczynają się otwierać wrota poznania. Kto może sprawić zatem, aby człowiek zechciał? Paradoksalnie sam Stwórca. To On otwiera w nas pragnienie do poznania Siebie. Jakkolwiek bym nie rozumiał słowa Stwórca i wyznawcą jakiej wiary bym nie był, odnosi się to do Tego, kto mnie stworzył, kto jest praprzyczyną mojego istnienia.

Dopóki człowiek nie odczuł tego „chcę” w sobie pojęcie Stwórcy jest dla niego pojęciem abstrakcyjnym, wymyślonym, nierealnym. A przecież nie ma sensu tracić czasu na dojście do czegoś, co nie istnieje. Na tej podstawie powstały różne teorie i filozofie wyjaśniające fenomen istnienia pojęcia Boga w świecie. Powstały one aby wypełnić dysonans poznawczy powstały pomiędzy naszym założeniem: „Bóg nie istnieje” a faktem istnienia słowa Bóg w otaczającej nas rzeczywistości od wieków.

Jak wiemy żadna z tych teorii nie okazała się na tyle trafna, żeby zaspokoić niespokojne umysły tych wszystkich ludzi, którzy od wieków zadają sobie to pytanie: Czy Bóg istnieje? A jeżeli tak, to jaki jest? Księgi piszą, że On jest pełnią i miłością, a Jego jedynym celem jest napełnić miłością i życiem swoje stworzenia. I tu trafiamy na kolejny dyskomfort – Jak to? Bóg chce mnie napełnić, a ja tu cierpię? Coś mi się nie zgadza. Na pewno On wcale nie chce mnie uszczęśliwić… ten tor myślenia znamy, przeszło go już tysiące i nie doprowadza on nigdzie.

Wychodzi na to, że aby sprawdzić prawdziwość twierdzenia: „Bóg istnieje” potrzebuję tylko tego elementu „chcę” – tak chcę go odnaleźć, chcę sprawdzić na własnym „ciele”, że jest to prawda lub fałsz. I o wyniku tego doświadczenia przekonam się tylko ja sam. I nawet jeżeli później założę bloga i będę pisał o tym innym… Oni też będą musieli dojść do tego sami… O ile już odnaleźli tą głęboko ukrytą wewnątrz cząstkę, zagłuszoną natłokiem myśli, która krzyczy najgłośniej jak umie… TAK! CHCĘ!

Adam O autorze

"Kto z was nie chciałby rozwinąć świetlistych skrzydeł, by wzlecieć nad ciemnością swojego własnego świata wyobrażeń o prawdzie?"
Mądrości mędrców

%d bloggers like this: