Pragnienie objawienia miłości jest jedynym prawdziwym marzeniem każdego człowieka.

Marzenia

Próbowaliście kiedyś z dystansu popatrzeć na siebie pod kątem ilości czasu spędzonego na danych czynnościach? Jeżeli nie, to spróbujcie. Będziecie zaskoczeni wynikiem tego eksperymentu. Tylko nieliczni mogą poszczycić się tym, że spędzają swój własny czas tak, jak by sobie tego życzyli. W większości jesteśmy zobligowani do robienia czegoś różnego rodzaju „powinnościami”, które na miarę upływającego czasu stają się coraz bardziej niezbędne.

Wielkie plany

Kiedy byliśmy dziećmi, czuliśmy się, w ramach bezpiecznych granic wytyczonych przez rodziców, panami swojego losu. Wielu ludzi wspomina okres 18-24 lat jako najlepsze dni jego życia. Wtedy cały świat stał przed nami otworem, mieliśmy wielkie marzenia i wszystko było możliwe. Co się więc stało? Jak to możliwe, że kiedy granice opiekuńczych rodziców zniknęły, nagle wybraliśmy coś zupełnie innego. W jakiś sposób zrezygnowaliśmy z marzeń i zamieniliśmy je na… No właśnie. Na co?

Wiele osób, szczególnie w wieku 40 lat, zadaje sobie te pytania, ale odpowiedź często wymyka się ich osądowi. Psychologia określa człowieka jako istotę społeczną i jeżeli popatrzymy na tendencje demograficzne, możemy całkowicie zgodzić się z tym. Społeczeństwo określa w jaki sposób powinniśmy się ubierać, zachowywać, pracować, uczyć się, mówić. Za pomocą mediów otrzymujemy mnóstwo bodźców dotyczących tego co należy kupować, jak mieszkać, gdzie bywać, czym jeździć. Innymi słowy, otrzymujemy gotowy pakiet wzorców – kim powinniśmy być.

Maski

Chcąc nie chcąc zmuszani jesteśmy zakładać maski pracownika lub pracodawcy, matki lub ojca, sąsiada, konsumenta, przechodnia, gościa, użytkownika, podróżnego. Ilość ich jest nieskończona. Praktycznie na każdy element życia społeczeństwo, w postaci prawa lub obyczaju, ma gotowy przepis na nas. Wnikliwy obserwator zada tu sobie pytanie: No dobrze, a ile bodźców kieruje nas do tego, aby poszukać wewnątrz istoty siebie – kim jestem naprawdę, a nie jakim społeczeństwo chce mnie widzieć? Jeżeli przynajmniej raz dziennie, ktoś wstrząśnie nami, wytrącając nas z rutyny życia, zadając to trudne pytanie, to człowiek może być szczęśliwy, że ma koło siebie takich ludzi. W większości przypadków takie myśli trafiają do nas raz na tydzień, czasami raz na miesiąc, u niektórych nawet raz na rok.

Gdzie jestem ja?

Przez pozostały czas chodzimy jak we śnie. I choć wykonujemy te wszystkie czynności, które „powinniśmy” według społeczeństwa robić. Choć co rano otwieramy oczy, jemy śniadanie, odwozimy dzieci do szkoły, idziemy do pracy, robimy zakupy… i wydaje nam się, że to „my”… to w rzeczywistości prawdziwych „nas” już tam dawno nie ma. Zgubiliśmy je w nurcie przyzwyczajeń i nawyków, pod wpływem korygujących impulsów społeczeństwa. I nie ma za co winić tu nikogo, dlatego że za utrzymania tego aktywnego „ja”, przynajmniej na takim poziomie w jaki ono wyrażało się w wieku 20 lat, jesteśmy odpowiedzialni my sami. Dla niektórych jest to trudne. Dla niektórych wręcz niemożliwe. Jak jest u ciebie, możesz spróbować sam.

Twoje marzenia czekają w tobie. One nigdzie nie zniknęły. Wystarczy po nie sięgnąć. Wystarczy sobie przypomnieć… Powodzenia 😉

Adam O autorze

"Kto z was nie chciałby rozwinąć świetlistych skrzydeł, by wzlecieć nad ciemnością swojego własnego świata wyobrażeń o prawdzie?"
Mądrości mędrców

Co myślisz?

*

%d bloggers like this: